Malwina Chabocka – Art & Design
Malwina Chabocka – Art & Design

Neony. O ochronie zagrożonego gatunku.

Date : piątek 30 września, 2016

Mówi się, że dobry dizajn nie zwraca na siebie uwagi, natomiast zły dizajn krzyczy na kilometr. Zastanawiałam się ostatnio, jak ta zasada odnosi się do typografii w przestrzeni publicznej, tzn. czy dobrze zaprojektowane szyldy faktycznie są niezauważalne (to, że złe są nader widoczne, nie ulega wątpliwości. W moim mieście, Warszawie, nagromadzenie ohydnych reklam, billboardów i szyldów sklepowych jest często przedmiotem ostrych protestów, sama nawet podpisywałam jakiś czas temu petycję przeciwko zaśmiecaniu miasta nielegalnie wieszanymi billboardami (tutaj zaś jest ciekawy artykuł na temat tego, jak niepohamowana reklama może zrobić z miasta karykaturę). I choć rokrocznie mamy całą masę absolwentów wydziałów projektowych, a internet daje możliwość obcowania z doskonałym dizajnem, wciąż mamy niedobór dobrej typografii w przestrzeni publicznej.

Ponadto, tak jak ręcznie malowane szyldy zostały zastąpione znacznie tańszymi winylowymi (pisałam o tym jakiś czas temu), to samo dzieje się z tradycyjnymi znakami neonowymi. Wystawy sklepowe stają się ujednolicane, rodzinne firmy pakują manatki i charakterystyczne dla poprzedniego wieku podświetlane oznakowanie powoli znika z ulic miast. Na szczęście ten smutny proces wymierania neonów nie pozostaje niezauważony i wielu fanatyków typografii czyni wysiłki w kierunku zachowania lądujących na śmietnikach znaków przez ich renowację i tworzenie muzealnych kolekcji. Dwa takie miejsca, które niedawno odwiedziłam to Muzeum Neonów w Warszawie (które znajduje się na liście 10 najlepszych miejsc na stronie Trip Advisor) oraz Buchstabenmuseum (czyli dosłownie Muzeum Liter) w Berlinie.

Znajdujące się na rogu Claudiusstraße, obok stacji S-Bahn Bellevue i stacji U-Bahn Hansaplatz, gdzie muzeum przeniosło swoją siedzibę w tym roku, Buchstabenmuseum jest wciąż w trakcie organizowania stałej kolekcji, dlatego powiedziano mi, że kupiony przeze mnie bilet będzie ważny cały przyszły rok. Ten roboczy charakter oznacza, że wiele znaków jest wciąż w magazynach, większość nie jest podświetlona, i niewiele jest informacji dotyczących pochodzenia poszczególnych znaków. Mimo to, przemiła obsługa muzeum z przyjemnością oprowadza po kolekcji, włączając na chwilę wybrane neony, by pokazać kolor ich światła, i przekazując trochę informacji na ich temat. Dzięki temu, ja i mój znajomy dowiedzieliśmy się, że ogromna litera E znajdująca się w jednej z dalszych sal była częścią scenografii w filmie Bękarty Wojny Tarantino z 2009 r. (co widać, gdy spojrzy się na jej tył) i była prezentem od reżysera dla właścicieli muzeum.

To, co mnie uderzyło, to ogromna różnorodność, zarówno jeśli chodzi o kroje pisma jak i materiały, bo mamy zarówno delikatne drewno jak i masywną stal. Oprócz tego, muzeum ma też swój własny font, który powstał na podstawie liter z różnych zgromadzonych znaków (jest do ściągnięcia bezpłatnie z ich strony). Z chęcią odwiedzę muzeum, gdy będzie już w pełni gotowe na przyjęcie zwiedzających, i będę mogła dowiedzieć się więcej na temat zgromadzonej kolekcji, zwłaszcza jeśli będzie to zrobione w tak ciekawej formie jak we foyer, gdzie mamy kilka historii opowiedzianych przez różne osoby o tym jak weszli w posiadanie wybranych liter. Jürgen Huber, profesor typografii na FHTW w Berlinie,opowiada tak:

Nie pamiętam dokładnie kiedy zaobserwowałem zmianę pod koniec lat 90-tych, kiedy to Lichthaus Mösch został przeniesiony z Tauentzienstraße w Berlinie do Stilwerk w nowym Kanstraße. Oferty specjalne i coraz bardziej opustoszałe wystawy sklepowe były zapowiedzią zmiany. Następnego dnia zadzwoniłem tam i usyszałem, że Lichthaus Mösch się przenosi. Chciałem wiedzieć, co się stanie z pięknym szyldem sklepu i początkowo kobieta, z którą rozmawiałem, zdawała się nie mieć nic przeciwko temu, bym wziął litery. Jednakże po pewnym czasie, nagle umilkła i zaczęła się wycofywać. „Chyba jednak nie. To wszystko bardzo dziwnie brzmi. Chce pan litery, tak? To proszę mi przesłać faks i wyjaśnić czego dokładnie pan chce, żebym miała to na piśmie.” Tak więc wyjaśniłem w faksie, że zajmuję się typografią, że zainteresowanie krojami pisma to element mojej pracy i że bardzo chciałbym mieć te neonowe litery u siebie w domu. Wreszcie otrzymałem zgodę: Tak, zgadzamy się, Pan Taki-i-owaki będzie czekał żeby wyłączyć bezpieczniki, my mamy przywieźć nasze narzędzia i „zabrać ze sobą wszystko, nie pozostawiając nic szpetnego.” Mieli na myśli Ö.

Ustalonego dnia, odkręciliśmy litery przed pracą, a później zabraliśmy je krążąc kilkanaście razy małym samochodem Gregora Ade, w którym zostawiliśmy je na kilka tygodni aż się zabrudziły i zaśmierdziały. Gołębie jak widać były nimi zainteresowane w tym samym stopniu co my, choć z innego powodu. Następnie, rozdzieliliśmy litery między siebie i znajomych, głównie projektantów, bo większość zwykłych ludzi nie widziała żadnego celu w zagracaniu swojego mieszkania nieporęcznymi kawałkami metalu. Do czasu przeprowadzki z 2011 roku, wciąż miałem L, H i Ö. Co stało się z Ö to wiadomo. Zachowałem towarzyszące mu S, które aktualnie wisi w seminarium na Uniwersytecie Technologii i Ekonomii w Qberschoneweide. Inżynierowie w laboratorium Rainer i Norbert początkowo zawiesili je tuż pod sufitem, ale do góry nogami. Dla mnie, projektanta fontów, odpowiedź „nie martw się, nikt nie zauważy” jest nie do zaakceptowania. Litra wisi już od prawie trzech lat – dobrą stroną. Zawiesiłem ją tam, by przypominała mi o pełnym ekspresji foncie Lichthaus Mösch, o zabawnej przygodzie jaką była próba ocalenia liter z Gregiorem Ade, i o pierwszych latach w tym biznesie. Teraz S jest dekoracją sali i inspiracją dla moich studentów. Jako klasyczny przykład kroju typu „Egipcjanka” linear antiqua, jest świetnym materiałem do prezentacji, ale przede wszystkim jest po prostu piękna!

Dzięki pięknie zaaranżowanej ekspozycji i atrakcyjnej lokalizacji w Soho Factory w samym centrum artystycznej i alternatywnej części warszawskiej Pragi, Muzeum Neonów jest poważnym konkurentem dla Buchstabenmuseum, tym bardziej że podobno ma największe tego typu zbiory w Europie. Powstało mniej więcej w tym samym czasie co muzeum berlińskie, a dodatkowym elementem, które nadaje mu atrakcyjności, jest fakt, że przedmiot kolekcji jest ściśle powiązany z burzliwą historią mojego kraju.

Pierwszy szyld neonowy w Warszawie (zwany „neonem Philipsa”) zaświecił w 1926 r. Niewiele szyldów przetrwało okres drugiej wojny światowej, ale po śmierci Stalina w 1953 r. w kraju miała miejsce eksplozja kreatywnej ekspresji. Neony miały przynieść nutkę ekscytacji i finezji miastom zdewastowanym na skutek wojny, które były powoli odbudowywane, i zerwać z posępnością ery stalinowskiej. Rok 1956, kiedy to I Sekretarzem Polskiej Republiki Ludowej został Władysław Gomułka, stał się początkiem programu „neonizacji”, a prawdziwe „złote lata” neonów przypadły na okres 1960-70. W latach 50-tych, idea neonizacji, o czym możemy przeczytać w Muzeum, „związana była z chęcią nadania Warszawie charakteru nowoczesnego, europejskiego miasta. Neony miały był elementem dekoracyjnym, dobrze wkomponowanym w przestrzeń miejską, zharmonizowanym z architekturą. Ich autorami byli wybitni twórcy, architekci oraz graficy. W swoich projektach nawiązywali do przedwojennej szkoły grafiki, kiedy to tworzenie szyldów i reklam przestało być rzemiosłem, a stało się sztuką. Co więcej, projekty neonów musiały być zgodne z projektami architektonicznymi.”

Niestety, po okresie rozmaitych turbulencji: wprowadzonego 31 grudnia 1981 stanu wojennego, ruchu solidarnościowego będącego reakcją na autorytarne rządy komunistyczne, a wreszcie utworzenia nowego rządu w grudniu 1990 roku i początku nowoczesnej Rzeczpospolitej Polskiej, na znaki neonowe zaczęto negatywnie patrzeć, utożsamiając je z systemem komunistycznym. I bardzo wiele z nich zniszczono. Dyrektorzy Muzeum, David Hill i Ilona Karwińska, oraz wielu miłośników typografii i sztuki PRL, wkłada dużo wysiłku by zachować i odrestaurować te, które ocalały przed post-komunistycznymi czystkami.

Ochrona znaków neonowych to dużo więcej niż zyskanie oryginalnego mebla do postawienia w hipsterskim mieszkaniu. Neony są jak rzadkie i egzotyczne papugi, którym grozi całkowite wyginięcie. I jeśli nie chcemy żyć w świecie, w którym wysiłki, by zminimalizować koszty produkcji i zwiększyć czytelność doprowadzą do homogenizacji typografii miejskiej, gdzie wystawy sklepowe i ulicy będą się ze sobą zlewać, musimy w tej ochronie wziąć udział. I nie pozostawać obojętnym na zostawiane przy śmietnikach relikty przeszłości.


Do poczytania / oglądania:

Pismo w przestrzeni publicznej
Warszawskie Neony
Stare Neony w Poznaniu
Warszawa w Budowie
The History of Typography and Place
Vernacular Typography

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

@