Malwina Chabocka – Art & Design
Malwina Chabocka – Art & Design

Kobiety rzadziej niż mężczyźni cieszą się byciem w świetle reflektorów.

Trzy lata temu Kira Cochrane z Guardian napisała:

How many female artists featured in the top 100 auction sales, ranked by price, last year? Gemma Rolls-Bentley, an independent curator, decided to find out. One day, not long ago, she sat down with the 2012 list, „and spent a couple of hours writing M next to the artists. I got to the end and there wasn’t a single F.” Some of those artists were alive, some were dead, all were highly valued – considered „great” or „genius” – and all were men. (Jak wiele kobiet artystek znalazło się w ubiegłym roku na liście 100 najlepszych sprzedaży aukcyjnych? Gemma Rolls-Bentley, niezależna kuratorka, postanowiła się przekonać. Pewnego dnia, a było to niedawno, siadła przy liście z 2012 roku, i „spędziła dwie godziny stawiając literkę M przy artystach. Gdy dotarła do końca listy, ani razu nie postawiła F.” Niektórzy z tych artystów są żyjący, inni nie, wszyscy z nich uznani są za wielkich bądź wybitnych – i wszyscy to mężczyźni.)

Może dlatego, że jestem kobietą, może dlatego że feministką, a może dlatego, iż od zawsze podziwiałam ludzi, którzy z pasją realizują swoje cele, bez względu na to, czy ich praca zostaje doceniona czy kompletnie zignorowana przez rynek sztuki, to ogromnie cieszy mnie odkrywanie nowych artystek. Jakiś czas temu były to Dorothea Tanning, Eva Švankmajerová i Lee Krasnersg, utalentowane w nie mniejszym stopniu niż ich mężowie (Max Ernsta, Jana Svankmajera, Jacksona Pollocka). Dziś piszę o trzech innych kobietach, o których, jak podejrzewam, wiele osób nie słyszała: Lindsay Seers, Winifred Knights oraz Maria Lassnig.

Są to kobiety żyjące w różnych epokach, miejscach, społeczeństwach i parające się różnymi dyscyplinami, ale to, co je łączy, to fakt, że żadna z nich nie miała specjalnie lekkiej drogi. Oraz to, że wszystkie z trudem walczyły/-ą o rozgłos, na jaki bezapelacyjnie zasłużyły.

Lindsay Seers nie mówiła do 7. roku życia, a do tego straciła przyrodnią siostrę, Christine Parker, która zaginęła w Rzymie niedługo po wypadku motorowerowym, skutkiem którego była utrata pamięci.

Dzieciństwo Marii Lassnig nie należało do szczęśliwych: My early childhood was a real life-drama / the pots and pans went flying through the air / The small child screamed aloud: „Stay alive, dear Mamma!” / The poor child suffered from her parents’ war (Moje wczesne dzieciństwo to był dramat / garnki i patelnie latały w powietrzu / Małe dziecko krzyczało „Nie umieraj, Mamo!” / Biedne dziecko było ofiarą wojny rodziców), śpiewała w swojej kantacie Kantate. The Ballad of Maria Lassnig.

Winifred Knights, która co prawda miała szczęście dorastać w bardziej uprzywilejowanych warunkach — jako córka właściciela plantacji cukru w Guanie, który łączył socjalistyczne przekonania ze smykałką do robienia interesów (o czym można przeczytać w artykule w Guardian), Knights nie miała powodów do narzekań — to w swoim życiu również doświadczyła tragedii. W wieku 15. lat straciła młodszego brata, a w 1928 urodziła martwe dziecko. Gdy sześć lat później udało jej się wydać na świat zdrowego chłopca, Johna, artystka borykała się już z problemami psychicznymi, które manifestowały się m.in. w ten sposób, że nie zgadzała się, by chociażby na chwilę spuścić synka z oczu lub zostawić go z opiekunką.

Wszystkie trzy w dużym stopniu podporządkowały sztuce swoje życie. Obsesja fotografowania towarzyszy Lindsay Seers od 9 roku życia. Maria Lassnig malowała do ostatnich swoich dni; jej obrazy z lat 80. przedstawiają ją na łóżku szpitalnym, wątłą, pomarszczoną, kulejącą. W animowanej Kantacie (1992), artystka śpiewa: I just don´t feel my life as nearly ended / I still go skiing, ride my motor bike / And each new day that breaks — brings new dimensions / so Art has kept me young in ways I like (Nie czuję, aby moje życie było bliskie końca / Wciąż jeżdżę na nartach i motorze / A każdy nowy dzień przynosi jakiś nowy wymiar / i Sztuka na różne sposoby czyni mnie młodą). Nawet Winifred Knights, która żyła w czasach, gdy kobiety miały dużo mniejszą swobodę w podejmowaniu decyzji o tym, jak chcą żyć, po okresie wycofania się z życia artystycznego by skupić się na rodzinie, wróciła do malarstwa i gdyby nie guz mózgu, który stał się przyczyną jej przedwczesnej śmierci, jest wielce prawdopodobne, że kontynuowałaby twórczą karierę, która ponownie zaczęła przybierać tempa.


Trailer do wystawy Winifred Knights w Dulwich Picture Gallery, 2016

Wszystkie w pewnym momencie swojego życia doczekały się uznania. Lindsay Seers, która mieszka i pracuje w Londynie, zdobyła niedawno kilka liczących się nagród: Dereka Jarmana (2009), Paula Hamlyna (2010) oraz nagrodę Sharjah Art Foundation (2012). Winifred Knights była pierwszą kobietą w Anglii, która zdobyła prestiżowe Stypendium w Malarstwie Dekoracyjnym przyznawane przez British School w Rzymie za jej okrzyknięty arcydziełem obraz Potop. Maria Lassnig była pierwszą kobietą, która wygrała Grand Austrian State Prize w 1988 i przyznano jej odznaczenie Austrian Decoration for Science and Art w 2005.

Kantata (znana również jako The Ballad of Maria Lassnig), 1992

Ale jakoś tak się dzieje, że nawet te najzdolniejsze i okrzyknięte jako najbardziej obiecujące artystki przepadają często w otchłani zapomnienia i walczą o bycie widocznymi. Po przyjeździe do Nowego Jorku, kraju „silnych kobiet”,  Maria Lassnig z wielkim trudem próbowała znaleźć odbiorców swoich prac, które uznano za „dziwne” i „chore”. Niezamężna i bezdzietna, była dobrze po sześćdziesiątce, gdy wreszcie zaczęła cieszyć się uznaniem, które szybko zaczęło wychodzić poza granice kraju. Co nie zmienia faktu, że żadna z osób, którym mówiłam o niedawnej wystawie w Tate Liverpool nie wiedziała, kim Lassnig była. Z kolei Knights, uznana w swoim czasie za geniusza, została praktycznie całkowicie zapomniana (po jej śmierci nie ukazała się żadna klepsydra) – ja odkryłam ją dzięki wspaniałej wystawie w The Dulwich Picture Gallery w Londynie. Seers jest wciąż aktywna, ale poza jej stroną internetową miałam problem ze znalezieniem jakiejkolwiek dokumentacji fotograficznej i filmowej oraz recenzji wystaw, które nie wyszłyby spod pióra tylko i wyłącznie niszowych krytyków sztuki, lecz zwykłych fanów. Może artystka celowo wybrała prywatność. A może nie miała w tej kwestii wyboru.

Lindsay Seers — Chalkie Talkie z wystawy „Rzeczy Robią Rzeczy” w Centrum Sztuki Współczesnej na Zamku Ujazdowskim w Warszawie

Tak więc zachęcam Was do zapoznania się z twórczością tychże trzech pań. Bo jest to twórczość naprawdę wysokiej klasy. Przypadłość, jakiej Lindsay Seers doświadczyła w dzieciństwie (niemożność mówienia) przełożyła się na rozwój u niej tzw. pamięci ejdetycznej (czyli innymi fotograficznej), która później ustąpiła miejsca fotografii. I może te nietypowe doświadczenia sprawiły, że Seers miała własne bardzo oryginalne podejście do fotografii.  Uczyniła narzędzie aparatu częścią siebie i do robienia fotografii używała zarówno własnego ciała jak i lalek – “the cavity of her mouth became the camera body and her lips became the camera aperture and shutter” („jej jama ustna stała się aparatem, a usta przysłoną i migawką”), coby posłużyć się cytatem ze strony Uniwersytetu Goldsmiths, gdzie Seers wykłada na wydziale sztuk pięknych. Maria Lassnig wyniosła sztukę autoportretu na kompletnie nowy poziom, eksperymentując z wieloma stylami, technikami, łączącymi malarstwo z animacją. Polecam odwiedzić bardzo ładną i dobrze zaprojektowaną stronę niedawno stworzonej (2015) fundacji Maria Lassnig Foundation, która to strona świetnie pokazuje olbrzymi wachlarz działań malarki. Winifred Knights wyrobiła swój unikatowy styl malarski, łącząc wpływy włoskiego malarstwa religijnego z okresu Quattrocenta z modernizmem. Wszystkie obrazy, które widziałam na wystawie (których, z racji krótkiego życia artystki, nie było aż tak wiele) zapadły mi głęboko w pamięć.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

@