Mimo że teoretycznie od miesiąca mamy wiosnę, a dni są wyraźnie dłuższe, to ubiegłotygodniowy atak śniegu w Polsce przywołał wspomnienie długich miesięcy zimy, mrozów i przygnębienia. A skoro powróciło wspomnienie zimy, pory sprzyjającej mrocznej literaturze i sztuce, pomyślałam, że wykorzystam tę okoliczność do zaprezentowania wydanej niedawno ścieżki dźwiękowej do Zagłady Domu Usherów w reżyserii Watsona i Webbera na podstawie opowieści Edgara Allana Poe, którego 208 rocznicę urodzin obchodziliśmy w styczniu. Autorem muzyki jest Colin Z. Robertson, twórca formacji Hands of Ruin, z którym miałam przyjemność pracować przy poprzednim projekcie, projektując okładkę i książeczkę do  soundtracku do drugiego filmu duetu Watson-Webber, Lot in Sodom. Ponieważ była to nadzwyczaj udana i satysfakcjonująca współpraca, z wielkim entuzjazmem podeszliśmy do pracy nad Usherem, która okazała się równie przyjemna i owocna.

Ponieważ oba filmy są dziełem tej samej pary reżyserów, uznaliśmy, że powinniśmy konsekwentnie trzymać się jednej stylistyki. Dlatego też, podobnie jak w przypadku Lota, zależało nam na tym, by okładka wyglądała jak stary wydruk sprzed epoki cyfrowej, z lekkim ziarnem i ograniczoną paletą barw. Kolory były tu jednak inne – podczas gdy okładka do Lot in Sodom utrzymana była w oliwkowej zieleni i ciepłej żółci, czuliśmy, że Zagłada Domu Usherów, która jest dużo bardziej mroczną opowieścią, powinna mieć ciemniejsze i chłodniejsze barwy, dlatego zaproponowałam Colinowi indygo i różne odcienie szarości. Co do samej ilustracji, to miałam kilka pomysłów, z których wszystkie były ukłonem w stronę typowych dla pary reżyserów zabiegów formalnych, takich jak nakładanie na siebie obrazów, ujęcia kręcone przez pryzmat i rozmaite optyczne iluzje i zniekształcenia. Co do jednego byłam pewna – na okładce powinna figurować zarówno Madeleine, tragiczna siostra Rodericka Ushera, która zostaje omyłkowo pogrzebana żywcem w grobowcu rodzinnym, oraz bezimienny narrator, który przyjeżdża konno w odwiedziny do ekscentrycznej pary rodzeństwa i jest świadkiem szaleństw zachodzących w ich domu. Ponieważ scena „powstania” Madeleine z grobu została tak pięknie pokazana na filmie, gdzie mamy ujęcie trumien na tle kilku nałożonych na siebie pod różnym kątem ujęć schodów poruszających się na boki, bardzo chciałam wykorzystać oba te elementy w mojej ilustracji. Scena, w której Madeleine stoi odwrócona tyłem do widza, z ręką wyciągniętą w stronę trumny, jest tak mocna i przeszywająca, że oboje zgodnie uznaliśmy, że musimy ją wykorzystać.

Największym wyzwaniem, jak to często bywa w projektowaniu graficznym, był wybór typografii. Wypróbowawszy kilka różnych modernistycznych krojów (m. in. Zebrazil i Bazar), i nie mogąc znaleźć takiego, który by nam odpowiadał, braliśmy pod uwagę wykorzystanie ręcznie rysowanych liter, które pojawiają się w filmie (tak, jak to było w przypadku Lotu, gdzie główny tytuł narysowałam bazując na liternictwie z filmu). Ale wciąż to nie było to. Wreszcie doszliśmy do wniosku, że ta okładka potrzebuje klasycznego kroju szeryfowego, co było dla mnie wyzwaniem, ponieważ z szeryfowymi fontami pracuję bardzo rzadko. Font musiał być skondensowany ze względu na ilość miejsca na okładce, i ze stylizowanymi ogonkami. Wybór był między trzema: Rosarivo (autorstwa Pablo Ugermana), Optimus Princeps (Manfreda Kleina) oraz Griffos (również Kleina). Po rozmaitych eksperymentach z pozycjonowaniem tekstu, ustawieniem odstępów między literami, wysokości linijek i wielkości pojedynczych liter, zdecydowaliśmy się użyć Optimus Princeps, pięknego kroju który naśladuje rzymską typografię wycinaną w kamieniu, do tytułu filmu, oraz Canter to “Soundtrack by Hands of Ruin” (którego też użyliśmy w Locie, więc było to swego rodzaju nawiązanie miedzy dwoma projektami).

Zagłada Domu Usherów, z racji tego, że jest ekranizacją opowiadania Poe, jest nieporównywalnie bardziej znanym dziełem aniżeli Lot in Sodom. Od kiedy Colin opublikował film razem ze ścieżką dźwiękową na YouTube’ie w 2012 roku, obejrzało go ponad 17 tysięcy osób, i wiele z nich zamieściło bardzo pozytywne komentarze. Oryginalny soundtrack Aleca Wildera, choć jak najbardziej poprawny i solidny, w moim mniemaniu zupełnie nie pasuje ani do awangardowego stylu Watsona & Webbera, ani do mrocznego i niepokojącego świata prozy Poe. Muzyka Colina czyni to doskonale (jak skomentował ktoś na YouTube’ie, „Jest to najlepsza rzecz jaką słyszałam! Widziałam wiele niemych filmów ze współczesną ścieżką dźwiękową, która albo była ok, albo niezbyt dobra, ale ta jest tak dobra, że zapiera dech w piersiach!”) i mam nadzieję, że okładka jak i towarzysząca wydaniu płyty książeczka równie dobrze współgrają z całością. Album ze ścieżką dźwiękową Hands of Ruin jest do kupienia tutaj. Miłego słuchania!

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *