Jak tylko zaczyna się posępny i zimny listopad, mój duży zazwyczaj apetyt na wszystkie rzeczy mroczne i makabryczne rośnie jeszcze bardziej. Choć prawdę mówiąc, nie jest to dla mnie najszczęśliwsza pora roku. Będąc osobą, która rozkwita w cieple i świetle słońca, bardzo ciężko jest mi nie poddać się fali jesiennego smętu, ale staram się wykorzystać posępność tej pory roku, sięgając po książki, filmy i muzykę, które idealnie wpisują się w klimat szybko zapadającego zmroku i chłodu. Jednym z autorów, którego z przyjemnością czytam jesienią, jest Edgar Allan Poe, a jego opowiadanie Czarny Kot (które kiedyś, w czasach mojej przygody z teatrem, stało się podstawą performance’u kabaretowego), jest jedną z moich ulubionych pozycji w literaturze.

Extraordinary Tales / Maska Czerwonego Moru

Poe od dawna jest nieustannym źródłem inspiracji dla ogromnej ilości różnych gatunkowo dzieł, m.in. filmów fabularnych i animowanych. Ostatnią głośną adaptacją jego prozy jest 70-minutowa antologia, na którą składa się pięć opowiadań wyreżyserowanych przez animatora Raula Garcia. Byłam bardzo podekscytowana perspektywą oglądania tej ekranizacji, ale ze wszystkich pięciu filmów za jedyny naprawdę udany uważam Maskę Czerwonego Moru, reszta bowiem mnie w dużym stopniu rozczarowała i rozumiem chłodną recenzję Jordana Hoffmana, który napisał że to „przyjemny odpoczynek dla ucznia znudzonego wykładem. Ale jeśli poproszono by nas o powtórne obejrzenie, musielibyśmy zacytować kruka: Nigdy więcej.” Mój zarzut do Extraordinary Tales jest taki, że brakuje w nich charakterystycznej dla Poe upiorności i mroczności. Mimo, że każdy z pięciu filmów zrobiony jest w zupełnie innej stylistyce, wszystkie poza ostatnią Maską są jak dla mnie zbyt wypolerowane, wystylizowane i budzące skojarzenia ze światem gier komputerowych, przez co mroczna esencja pióra Poe zwyczajnie ginie. Jest to wielka szkoda a jednocześnie paradoks, bo wiadomo, że intencją reżysera było właśnie uniknięcie tego rodzaju sztuczności charakterystycznej dla animacji 3D, jak podkreślał w wywiadzie dla magazynu IndieWire: „Zawsze zależało mi, by szukać innych dróg, ponieważ jest to animacja 3D, a ja chciałem odejść od stylu, który charakteryzuje wszystkie filmy 3D jakie powstają dzisiaj. Wszystkie są renderowane w ten sam sposób, z fotorealistycznymi teksturami. Ja chciałem stworzyć coś dużo bardziej malarskiego, aby widz nie wiedział, czy ogląda coś zrobionego w 3D, 2D, obraz namalowany olejami czy zrobiony za pomocą wycinanek.” Tekstury są w istocie bardzo ładne, zwłaszcza w Zagładzie domu Usherów czy Prawdziwym opisie wypadku z panem Waldemarem, i faktycznie, malarskie inspiracje twórczością Egona Schiele widoczne są w Masce Czerwonego Moru gdzie mamy i rozmytą plamę akwareli, i charakterystyczny dla Schiele sposób malowania kończyn i dłoni. Zarówno styl, jak i sposób narracji oraz muzyka sprawiają, że piąty film w antologii Garii zdecydowanie się broni, ale reszta jest zbyt dopieszczona i ładna. Policjanci, którzy nawiedzają bohatera w filmie Serce Oskarżycielem (najbardziej oryginalnym chyba pod względem stylistyki), nie są ani trochę groźni w porównaniu z trzema mrocznymi sylwetkami bez głów w prezentowanym niżej filmie Jamesa Masona z 1953 roku. Może próba zrobienia pięciu różnych adaptacji przerosła reżysera, a może to jest tak jak podczas przeglądania szkicownika, w którym świetny rysunek znajduje się w sąsiedztwie bardzo przeciętnych bądź nieudanych, ale Maska niestety ginie, a szkoda, bo mogłaby zabłysnąć jako niezależny film.

Kadry z „Maski Czerwonego Moru” w reżyserii Raul Garcia

serce oskarżycielem

Wyreżyserowane przez Jamesa Masona, zaprojektowane przez Paula Juliana i zanimowane przez Pata Matthews Serce Oskarżycielem jest według mnie jedną z najlepszych adaptacji prozy Poe. Jedną z ciekawostek jest to, że według pierwotnych założeń film miał być w 3D, drugą — że był pierwszym w historii kina filmem animowanym, który oznaczony został kategorią X (czyli do oglądania tylko przez widzów dorosłych). Szalenie podoba mi się surrealistyczny i kolażowy styl rysunku, pełne ekspresji zniekształcone przestrzenie, które wzmagają poczucie grozy i upiorności. Przez zróżnicowanie kreski, ton filmu przechodzi z figlarnego do mrocznego. Podobnie jak w Masce Garcii, gdzie widać inspiracje Schielem czy Bruegelem, pewne kadry z filmu Masona mogłyby znaleźć się na obrazach Maxa Ernsta czy Salvadora Sali. Wśród fali pochlebnych komentarzy w internecie kilkakrotnie natknęłam się na określenie „classic animation”, co, jak interpretuję, oznacza według autorów animację 2D. Jest ono użyte jako pochwała, albowiem film, który powstał na długo przed epoką cyfrową i liczy sobie 63 lata, wciąż ma zaskakująco małą konkurencję wśród współczesnych animacji.

Kadry z „Serce Oskarżycielem” w reżyserii Jamesa Masona

zagłada domu Usherów

Jan Svankmajer, który jest jednym z moich ulubionych artystów, podszedł do tematu ekranizacji opowiadania Poe w zupełnie inny sposób (nawiasem mówiąc, tutaj jest wersja z angielskimi napisami, ale w niższej rozdzielczości). Łączący nagrania filmowe z animacją plastelinową, ten czarno-biały film z 1980 roku wyróżnia się przede wszystkim tym, że nie ma w nim żadnych postaci, jedynie wnętrza i przedmioty (a na końcu kruk). Zbudowany jest na zasadzie wizualnej metafory — obiekty (np. krzesło czy kamień rzucany w wodę) można uznać za symbole postaci (Rodericka, Lady Madeline) — oraz dzięki przerysowanym momentami efektom dźwiękowym jak jęki i skrzypienie. Eksperymentalny charakter filmu sprawia, że w przeciwieństwie do łatwej w odbiorze opowiastki Garcii, obraz Svankmajera stanowi pewnego rodzaju wyzwanie dla widza, ale mnie osobiście bardzo podoba się właśnie przez to, że pobudza wyobraźnię, a tego oczekuję od adaptacji prozy Poe.

Kadry z „Zagłady Domu Usherów” w reżyserii Jana Svankmajera

Kruk

Wyreżyserowany przez Mariano Cattaneo & Nic Loreti Kruk, z narracją Billy Drago i muzyką Claudio Simonetti (duże brawa), podobnie jak Serce Oskarżycielem ma eklektyczny charakter wizualny. Ale mimo mocnego rysu komiksowego i niewinnie wyglądających postaci, jest jednocześnie przepysznie mroczny. Prawdę mówiąc, ten właśnie kontrast między dziecinnie narysowanymi postaciami a ascetycznym i ponurym tłem, zaskakująco dobrze się broni. W filmie spodobały mi się też tekstury, a mroczny charakter plenerów zewnętrznych i upiornych drzew kilkakrotnie przeszył mnie dreszczem. Narracja jest bardzo dobrze poprowadzona i ze wszystkim prezentowanych tu przeze mnie filmów, ten wydaje mi się mieć najmocniejszy podkład dźwiękowy. Wiele efektów uzyskanych jest za pomocą bardzo subtelnych zabiegów, takich jak lekkie poruszenie źrenicy oka czy przesunięcia po statycznym obrazie, ale to wystarczy by poprowadzić widza przez akcję opowiadania i wzbudzić w nim emocje. Oglądając Kruka, po raz kolejny zastanawiałam się czemu tylu animatorów i twórców ma obsesję jak najwierniejszego oddawania rzeczywistości (zwłaszcza w technice 3D), kiedy drobne sugestie mogą mieć taką moc.

Kadry z „Kruka” w reżyserii Mariano Cattaneo & Nic Loreti

Zupełnie odmienną interpretację Kruka zrobiła para filmowców, Don Thiel i Chris Saphire. Ich adaptacja to dynamiczny, momentami przypominający stan narkotyczny film z udziałem prawdziwych aktorów, który zachwyca umiejętnym zastosowaniem szerokiej palety barw i efektów kolorystycznych — od czerni/bieli, przez sepię aż po różową psychodelię. Film zdobył kilka nagród („Best Short” na festiwalu H.P. Lovecraft Film Festival 2011 — z Guillermo del Toro w jury, „Best Actor” LACF 2011, „Best Editing” LACF 2011) i całkowicie zasłużenie, albowiem jest to śmiały eksperyment, a wybrana przez twórców technika jest nie lada wyzwaniem. I choć osobiście chciałabym, aby główny bohater, na barkach którego spoczywa ciężar prowadzenia narracji, był mniej „zrównoważony” a bardziej mroczny i nawiedzony, to ogólny klimat obrazu robi spore wrażenie, nie mówiąc już o doskonałym montażu.

Kadry z „Kruka” w reżyserii Don Thiel i Chris Saphire

Studnia i wahadło

Podobnie jak Svankmajer, Marc Lougee też używa plasteliny i gliny, rzeźbiąc postaci, aczkolwiek robi to w zdecydowanie bardziej konwencjonalny sposób. Jego adaptacja opowiadania Poe o potępieniu, nadziei i odkupieniu podczas Hiszpańskiej Inkwizycji, również zdobyła kilka nagród na różnych festiwalach, gdzie była pokazywana (łącznie było ich około 250). Oprawa muzyczna, która ma momentami epicki charakter (i nasuwa skojarzenia z filmami typu Waleczne Serce), przyjemnie współgra z obrazem, natomiast narrację uważam za lekko nachalną — przykład Maski Czerwonego Moru Garcii, w której wypowiedziane zostaje raptem jedno zdanie, pokazuje, jak wiele można opowiedzieć samym obrazem. Generalnie całość jest doskonałym przykładem tego jak potężnym narzędziem jest animacja poklatkowa w glinie (która ma swoich miłośników m.in. w osobie Braci Quay), dzięki któremu zbudować można świat, który z jednej strony jest pełen uroku i słodyczy, a z drugiej — pełen grozy.

Kadry ze „Studni i Wahadła” w reżyserii Marca Lougee

Riddle of the Black Cat

Wreszcie ostatnia na mojej liście, artystyczna (i, używając popularnego wśród komentatorów internetowych określenia „klasyczna”) adaptacja prozy Poe w reżyserii J. W. Rinzlera z rysunkami Grega Knighta. Ten film, w przeciwieństwie do powyższych, stworzony został w oparciu o dwa opowiadania, Zabójstwo przy Rue Morgue i Czarnego Kota. Łącząc różne techniki wizualne, by stworzyć wrażenie ruchu i dynamiki, oraz opowiedzieć historię — przybliżanie i oddalanie kamery, tzw. szwenkowanie a la Ken Burns, ciekawe ujęcia, zniekształcenia w perspektywie, rozmyte lub nerwowe linie i celowo ograniczoną paletę barwną, film pokazuje jak wiele można osiągnąć bez uciekania się do renderingu w Maya czy Rhino. I choć znów, wybór oprawy muzycznej można by poddać do dyskusji, oprawa wizualna jak najbardziej pasuje do świata Poe. Tej właśnie pełnej ekspresji i wyrazistości „kanciastości” i szkicowości zabrakło mi w antologii Garcii.

Kadry z „Riddle of the Black Cat” w reżyserii J. W. Rinzlera

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *